Sylwester

 

 Spędzili go tylko we dwoje. Ona i on. Na najpiękniejszej sali świata jaką jest las, zatańczyli ludzko – psie tango. Tu strój nie ma znaczenia, byle ciepło w stopy było i dobry humor dopisał. Im dopisał. Tańczące nad ogniskiem iskry i opary mgły unoszące się nad przemarzniętymi polanami drewna, układały się w obrazy z minionych 365 dni. Wiosna, lato, jesień, zima, pory roku splatały się z kalendarzem polowań; łowiectwo – jego pasja, jego życie. Jej też! Niech tylko zabrzmi dźwięk sygnałówki, a kosmaty łebek śmiesznie przekrzywia się na prawo i na lewo opuszczając raz jedno, raz drugie ucho. Nie zawsze mogą iść razem, ale ona nie przyjmuje tego do wiadomości, jej łowiecki świat kończy się i zaczyna na konfiguracji pan i pies. Jeśli następują od niej jakieś odstępstwa, to znaczy, że jednej ze stron dzieje się krzywda, więc trzeba ostro protestować. Protest przybiera formę ostrego wycia i trwa w zależności od wielkości poczucia krzywdy od pięciu minut, do pięciu godzin. Zazwyczaj krzywda jest jednostronna, psia, dlatego pełna rozpaczy pieśń długo niesie się echem przez drzwi aż na klatkę schodową. Jednak Nowy Rok powitali razem. Życie pisze różne scenariusze, ten niekoniecznie był po jego myśli, wszystko miało ułożyć się inaczej, ale potoczyło się tak i koniec.

 

   Zimowy las okazał się najlepszym schronieniem dla niej i dla niego: dwóch istot odtrąconych przez swoje światy. Jemu nie ułożyło się ani w pracy, ani w życiu prywatnym, ona – ostatnia w miocie, najmniejsza, najsłabsza, znalazła oparcie właśnie w nim. „Nieszczęścia chodzą parami – żartowali znajomi – a wy jesteście tego pozytywnym przykładem”. Bo byli. On wysoki, przystojny, ona drobna, podpalana jagterierka, wiecznie wpatrzona w niego jak w obraz, wsłuchana w każde jego słowo: przyjaciele na dobre i na złe. Płomienie wesoło tańczyły w ognisku, las przysypany śniegiem zdawał się spać. Złudny to był sen; co chwilę jakiś cień przemykał się między drzewami, ptaki nocy z szumem skrzydeł odpływały w ciemność. Las nie spał, to tylko puchowe poduchy dawały efekt stłumienia w nim życia, ale tak naprawdę to żył i czuł wszystko.

   Niebo nad pobliską miejscowością rozjaśniło się tysiącem świateł. Północ. Psie uszy podniosły się jakby oczekując komendy „szukaj”, ale nic takiego nie nastąpiło. Padające w oddali strzały nie niosły ze sobą posmaku myśliwskiej przygody, nie były zapowiedzią wielogodzinnej wędrówki przez niedostępne chaszcze, to tylko ludzie bawili się witając Nowy Rok. Oni też się bawili, bawili się wspominając minione miesiące, planując kolejne wypady i polowania. On marzył o bażantach, na które do tej pory nie dane mu było zapolować, opowiadał jej o dawnych łowach na te ptaki, przytaczał wspomnienia kolegów, a ona w myślach już czuła smak pierza w kufie i choć w jej charakterze nie leżało aportowanie strzelonego ptactwa, to wiedziała, że dla swojego pana zrobi wszystko. Chciała dla niego zrobić coś więcej niż do tej pory: dojść postrzałka, zdławić lisiurę, co w tym dziwnego?

 

   Co roku niosło ich na stogi, buszowali wśród misternie ułożonych kostek, burzyli lisie życie oszczędzając wiele zajęczych i kurakowych istnień. Z nadejściem sezonu polowań na mykitę nie odstępowali siebie na krok, nawet podczas wypadów na rogacze towarzyszyła mu w podchodzie i długich godzinach spędzonych na ambonie. Określenie cierpliwy jagterier brzmi jak dowcip, ale ona właśnie taka była: pasja i wyczekiwanie. Może właśnie przez to imię: Pasja. Pasjonata z Huculskich Łąk, takie było jej pełne imię, ale on wołał na nią właśnie Pasja, Paska, albo po prostu Paskuda, co nie przekładało się na jej urodę. Kształtny łebek, błyszczące, orzechowe oczy, zawsze radośnie sterczący strychulec – po prostu miss jagterier! Tylko ta sierść, nad którą trudno było zapanować: miejscami gładka, mile lgnąca do ręki, a w okolicy pyska szorstka, nieprzyjemna. Jagteriery tak mają, cały ich urok polega na tym, że ich sierść układa się po swojemu. W ogóle cały jagterier jest „po swojemu”, mało komu udaje się ułożyć jagteriera na wzór i podobieństwo porządnego psa myśliwskiego (czyt. Spokój i cierpliwość). Jemu się udało. Dlatego sylwestrowy bal przetańczyli razem: pan i jego pies, niby outsiderzy życia, ale stworzeni dla siebie on i ona. Para mieszana: pies i człowiek.

 

Katarzyna Lewańska-Tukaj

www.fotografialowiecka.pl

 


  

wspomnieniazkniei   Jeśli i wy spisaliście własne lub zasłyszane wspomnienia z kniei, którymi chcielibyście podzielić się z innymi czytelnikami, nadsyłajcie je do PŁ. Wasze wspomnienia ukażą się w serwisie PŁ i być może w późniejszym wydawnictwie książkowym. Nadsyłajcie wspomnienia i opowiadania za pośrednictwem formularza na stronie Wspomnienia z kniei
 

 

 

Daj się odnaleźć

Wspomnienia z kniei

Ankiety łowieckie

Pogotowie postrzał.

TOP