W spodniach czy w sukience?

 

   „Ja tam mogę i w kiecce iść na polowanie, lato jest, a przez krzaki nie zamierzam się przedzierać” – pomyślała Ewa przed wyjściem na kaczki. Przez krzaki to może nie, ale wodę to jest szansa, że będziesz pokonywać, moja droga Ewo. Znając zwyczaje Lali, można się było spodziewać, że Ewa wyjdzie z wody przed swoją labradorką, jedną ręką unosząc wdzięcznie przemoczoną spódnicę, w drugiej ciągnąc świeżo strzelonego kaczorka. Biszkoptowa suczka o wdzięcznym imieniu Lala ma bowiem jeden mankament: nie zawsze dociera do brzegu ze zdobyczą. Zdarza się, że jej pani musi się pofatygować osobiście, żeby doholować strzelone ptactwo. W zależności od humoru Lala zostawia kaczkę kilka metrów od brzegu i czeka aż pani po nią przyjdzie. No cóż, ideałów nie ma, a Lala ma mnóstwo zalet, potrafi na przykład z zaangażowaniem pilnować strzelonej zwierzyny do tego stopnia, że kiedy jej pani poprosiła męża o pomoc w transporcie sporych rozmiarów odyniaszka, ta nie dopuściła swojego pana na krok do dzika! Dzika strzeliła Ewa i tylko ona miała prawo do niego podejść. Jest też Lala ozdobą każdej biesiady myśliwskiej, każdej imprezy. Towarzyszy też Ewie na stanowisku podczas zbiorówek, nikt tak dostojnie jak Lala nie dochodzi postrzałków. Wszystkich nieraz nerwy biorą jak widzą dumnie kroczącą labradorkę, która powoli, łapa za łapą, z kufą przy ziemi, zanurza się w lesie. Jakby mówiła: mam czas! Terriery, posokowce jak szalone rzucają się na trop chaotycznie buszując w gąszczu, a ona jak dama, tak jak jej pani: z gracją. Jej poszukiwania są zawsze skuteczne.


   Przygotowania Ewy do pierwszego w tym sezonie polowania na kaczki wyglądały podobnie jak praca Lali na farbie: nic na szybko. Wychodziło na to, że obie pani mają z ptasim bractwem jakiś układ: kaczki czekają na obie panie i nie zamierzają ruszać się z zalewu dopóki Ewa z psem nie pokażą się na grobli. Broń, amunicja, troki i torba są od dawna przygotowane, ale z szafy, jak duże, zielone liście, co chwilę wylatują elementy damskiej garderoby i nie zapowiada się na to, że zielony deszcz szybko się skończy. „Przecież nie pójdę na polowanie jak łajza!” woła Ewa nie zamierzając zakończyć prac grzebczych w obrębie półek. Z wnętrza szafy zaczynają dochodzić co raz groźniejsze pomruki, mogące przepowiadać nawet burzę, ale po chwili cichną, a z przepastnego wnętrza wynurza się sporych rozmiarów rzekotka drzewna... . Rzekotka, jak przystało na miłośniczkę zieleni, ma na sobie suknię w wiosenne liście, elegancką koszulę koloru młodych igieł sosny, kurteczkę niczym angielski trawnik po deszczu i myśliwski kapelusz w odcieniu butelkowej zieleni. Całość będzie się świetnie prezentowała na tle spalonych słońcem, nadjeziornych trzcin. Szczególnie z lotu ptaka. Lala przyjrzała się krytycznie swojej pani, przyzwyczajona była do długich godzin wyczekiwania, a i nad wodę nie było jej spieszno, jakoś nie tęskniła za smakiem pierza w pysku i mokrą sierścią. Oj, Ewo, Ewo, jesteś kobietą z krwi i kości (że niby z żebra Adama), ale chyba butów na wysokim obcasie nie weźmiesz?? Uffff, udało się, wybór padł na gustowne gumiaczki ozdobione wzorem w paprotki. Jeszcze tylko apaszka, makijaż, fryzura i można jechać. Samochód zakołysał się na polnej drodze, Lala spojrzała na panią z wyrzutem, jakby chcąc powiedzieć: patrz jak jedziesz, kobieto, psa wiedziesz, a nie worek kartofli.

 

***
   Nad zalewem powoli zapadał zmierzch, słońce chowało się już za wierzchołki drzew, a trzciny szumiały romantycznie. Tuż nad powierzchnią wody, ze świstem skrzydeł przelatywały z kępy do kępy kacze sylwetki. Groblą wśród kęp tataraku i nadbrzeżnych łoz szły dwie postacie: jedna wysoka i szczupła, druga niska, na czterech łapach. Od czasu do czasu z szuwarów dolatywało pojedyncze kwa, kwa. Obie panie szły tanecznym krokiem delektując się urokiem kończącego się dnia, Ewa nawet nie załadowała broni, jakoś nie miała chęci strzelać do kaczek, bo po co? Potem trzeba to kulkować, skubać. Ale na polowanie iść trzeba, bo przecież sezon na kaczki właśnie się rozpoczął i trzeba pokazać kaczemu światu kto tu rządzi.

 

Katarzyna Lewańska-Tukaj

www.fotografialowiecka.pl

 


  

wspomnieniazkniei   Jeśli i wy spisaliście własne lub zasłyszane wspomnienia z kniei, którymi chcielibyście podzielić się z innymi czytelnikami, nadsyłajcie je do PŁ. Wasze wspomnienia ukażą się w serwisie PŁ i być może w późniejszym wydawnictwie książkowym. Nadsyłajcie wspomnienia i opowiadania za pośrednictwem formularza na stronie Wspomnienia z kniei
 

 

 

Daj się odnaleźć

Wspomnienia z kniei

Ankiety łowieckie

Pogotowie postrzał.

TOP