Babskie łowy

 

   To miały być nasz pierwsze, wspólne „babskie łowy”. Szłyśmy sobie wesoło, aczkolwiek cichutko – o ile dwie kobiety potrafią nie czynić hałasu - od czasu do czasu poprawiając urodę, albo szaliczek. Targałyśmy broń i odpowiednią porcję amunicji, a zawieszone na szyjach lornetki co chwilę wędrowały do oczu. Październikowy wieczór zapowiadał się ciepło, przed nami jak teatralna scena, rozpościerała się niewielka polana, w sam raz na kameralny spektakl, za nami jesienny las, a na pograniczu tych dwóch światów my, dwuosobowa widownia... Każda dostała swoją lożę – siedzisko, każda inny punkt widzenia i swój kawałek przestrzeni: ja zostałam pod smętną brzozą, a Kaśka powędrowała dalej i przycupnęła pod pochylonym świerkiem. Z daleka było widać jak mości sobie miejsce, kokosi się, opiera o pień pastorał, wiesza na sęku torbę – wszystko musi być na swoim miejscu, wszystko musi być poukładane. Kobiety podchodzą do łowiectwa inaczej niż mężczyźni, dla nich łowy to wyzwanie, rękawica rzucona przez mężczyzn. Podejmują ją kontynuując tradycje swoich prababek, dla których polowanie było elementem wychowania i dobrego smaku. Polowało się tak, jak chodziło się do teatru, czy na bal i zawsze było się damą.


   Na pierwszą odsłonę leśnego przedstawienia nie musiałyśmy długo czekać, z krzaków, tanecznym krokiem, w radosnych podskokach, wypadł byk – artysta, ze swoim monodramem pt. „Coś bym zjadł”. Pasł się osiem, może dziesięć metrów od Kaśki, nie sądziłam, że jeleń może podejść tak blisko człowieka. Siedząc na małym, chybotliwym krzesełku, gdzieś w mazowieckich lasach, podziwiałam takiego przystojniaka! Byk, jak każdy mężczyzna świadom swojej wartości, kroczył dostojnie skubiąc niby od niechcenia podeschnięte trawy i zioła, które mimo jesieni, zachowały swoją wonność. Powoli przesuwał się w moim kierunku, jak tancerz z chippendelsów stąpał w rytm niesłyszalnej muzyki, giął kark i prezentował urodziwy profil raz mi, a raz Kaśce. Podziwiałyśmy jego sprężystą sylwetkę i zgrabne ruchy kiedy nagle, bez wyraźnego powodu byk podniósł łeb i ruszył przed siebie. W kilku skokach przesadził polanę i zginął nam z oczu. Jeszcze przez chwilę widać było jak jego wieniec chybocze się w żarnowcu, a potem zniknął zupełnie wśród młodych brzóz i sosenek. Zdążyłam tylko zauważyć że dziesiątak i na lewej tyce miał koronę, reszta gdzieś zapodziała się wśród wrażeń. Przyczyna sromotnej ucieczki naszego przyjaciela wyszła na jaw po kilku minutach, kiedy to na polankę wparowała wataha dzików. Ten akt widowiska poprzedził hałaśliwy indicatif: szeleściły krzaki, trzaskały gałęzie – rumor na całego! Ciemne punkty rozbiegły się po całej polanie kwicząc i chrumkając. Huk wystrzału nie był dla mnie niespodzianką, zobaczyłam tylko jak jeden z cieni znieruchomiał. Po kilku minutach, w kierunku burego cielska podążyła drobna postać, metr po metrze zmniejszała się odległość między zwycięzcą, a zwyciężonym. Odrywam się od swojego miejsca: przecież teraz będę Kaśce potrzebna! Spory odyniec runął wyrywając rapetami kęsy ziemi, w które teraz powoli wsiąkała farba. Testament. Co zostawił po sobie? Pewnie całe watahy kosmatego potomstwa, zbuchtowane pola i kilka wygodnych barłogów. Łamię gałązkę: złom dla Kaśki, ostatni kęs dla odyńca, uścisk ręki: Darz Bór, moja koleżanko! Adrenalina powoli wraca do normalnego poziomu, czas wziąć się za bary z szarą rzeczywistością i potężną tuszą dzika. Do samochodu mamy ponad 2 km, a podjechać bliżej się nie da – ot uroki miejskiego auta. Czy potrzebujemy pomocy? Nie, damy sobie radę same, przecież jesteśmy kobietami, istotami, których siła wywodzi się ze słabości. Wpakowanie do bagażnika potężnego cielska wymagało nie lada sprytu, przydały się linki, gałęzie i znaleziona przypadkiem cegła. W punkcie skupu dziczyzny patrzono na nas bardzo podejrzliwie – dwóch rosłych mężczyzn miało problem z wyjęciem tuszy z samochodu, a my twierdziłyśmy, że wrzuciłyśmy ją tam bez problemu, co to dla nas! „Przyznajcie się, najpierw go tam zagoniłyście, a potem strzelałyście – żartował jeden z nich – nie uwierzymy wam!” No to nie wierzcie ...

 

Katarzyna Lewańska-Tukaj

www.fotografialowiecka.pl

 


  

wspomnieniazkniei   Jeśli i wy spisaliście własne lub zasłyszane wspomnienia z kniei, którymi chcielibyście podzielić się z innymi czytelnikami, nadsyłajcie je do PŁ. Wasze wspomnienia ukażą się w serwisie PŁ i być może w późniejszym wydawnictwie książkowym. Nadsyłajcie wspomnienia i opowiadania za pośrednictwem formularza na stronie Wspomnienia z kniei
 

 

Daj się odnaleźć

Wspomnienia z kniei

Ankiety łowieckie

Pogotowie postrzał.

TOP