Skazani na łowiectwo

 

   Myśliwcowa i Dianowy – żona myśliwego, mąż diany, postacie nieznane, schowane w cieniu współmałżonków, przykryte stertą trofeów, futerałem na broń i myśliwskim kapeluszem. Cisi świadkowie sukcesów i porażek łowieckiego żywota swoich drugich połówek. Pełni ciepła i zrozumienia, chociaż często balansujący na granicy cierpliwości.

 

DIANOWY

 

   Mąż Diany. On nie poluje, z anielską cierpliwością czeka kiedy wróci do domu zmęczona, mokra, zła, że z czystymi lufami, albo jeszcze bardziej zła, gdy broń do czyszczenia, a na rozkładzie pusto. Pełen zrozumienia i miłości robi herbatę, rozciera zgrabiałe ręce, otacza ciepłem, mąż – opiekun domowego ogniska. Świat zwariował, role się odwróciły: Ona – dzielny łowca, symboliczny w dzisiejszych czasach zdobywca pożywienia, On – głowa rodziny, pan domu, ojciec dzieciom. Nie dotyka upolowanego zwierza – nie wolno mu! Może jedynie złożyć swój podpis na wkładanych do zamrażarki porcjach mięsa: my żeberka, ja łopatka itp. W swej łaskawości, bogini łowów zezwala mężowi na przyrządzenie posiłków i sprzątanie. Dostać kwiaty? Dlaczego nie! Fajny ciuch? Owszem, jest kobietą. A że noc jej nie straszna, chłód nie boli i kabana nie zawsze jest komu do samochodu pomóc wciągnąć to już inna bajka. Wtulona w kąt ambony zaciska dłonie na ukochanej „laluni”, czeka. Pasek lornetki boleśnie wrzyna się w kark, oczy zachodzą łzami od ciągłego wpatrywania się w ciemność, ale nie zamieniłaby tych samotnych chwil na najwspanialsze SPA, liczy się tylko Merkelek ukochany, szesnasteczka. Prezent na rocznicę ślubu od zdziwionego takim życzeniem męża; „Nie pierścionek? Nie wycieczka zagraniczna?”. Nigdy nie zapomni jego rozczarowanych oczu, w których przez chwilę zamigotał napis: Tunezja last minut. Tylko nieraz, kiedy godziny świtu dłużą się niemiłosiernie, a niedospanym ciałem telepie chłód, w głowie kołacze się pytanie: co ona tu robi? Dlaczego niedzielny poranek wita na śródpolnej zwyżce, a nie w ciepłym łóżku? Wątpliwości giną wraz z pojawieniem się na scenie głównego bohatera polowania. Kiedy dzwoni do niego pochwalić się sukcesem, on wyrwany ze snu zamruczy w słuchawkę telefonu nieobecnym głosem: „tak kochana, oczywiście, że się cieszę”.

 

MYŚLIWCOWA


   Żona myśliwego. Rozżalona kolejną, samotną niedzielą, zła na całą myśliwską brać, która istnieje tylko po to, żeby być przyczyną kobiecej udręki. Z marsem na twarzy witająca szanownego małżonka, znaczącego błotem ścieżkę od drzwi do kuchni, dumnie wrzucającego do zlewu ociekający krwią ochłap. Brrrr, znowu trzeba będzie zanurzyć ręce w tym obrzydlistwie, przygotować kolację dla znajomych, którzy będą zachwycać się delikatnością potrawy i odwagą pana domu: „i ty, Zdzisiu tak bez żadnych lęków idziesz do lasu i strzelasz? A jeśli taki dzik się zdenerwuje i na ciebie ruszy?” kokieteryjnie pytają damy – a niech ruszy, będzie wreszcie święty spokój – dodaje w myślach szanowna małżonka myśliwca. Ona dobrze wie, że Zdzisiu w nocy do lasu nie pójdzie i przed dzikiem nie stanie, a zwierz strzelony dniem jasnym, z ambony. Ale Zdziś, odziany w splendor bohater wieczoru, dumnie wypnie mięsień piwny, a strzelenie przelatka w jego opowieści przerodzi się w walkę z wawelskim smokiem. W tej historii otłuszczony do granic możliwości jamnik, każde polowanie przesypiający na tylnym siedzeniu samochodu, odbędzie mrożącą krew w żyłach walkę z postrzałkiem, którego dojdzie po morderczym pościgu. Polne nęcisko, gdzie zostało strzelone danie wieczoru zmieni się w nieprzebytą, leśną głuszę, a niewielki dziczek stanie się potężnym odyńcem z orężem wielkim i ostrym jak rzeźnickie noże. Ani sprostować, ani się obrazić. „Ale ty masz Aniu dzielnego męża! I jaki wspaniały myśliwy!” Myśli Ani, dalekie są od dumy, najchętniej zanurzyłaby się w świecie serialowej ułudy, która chociaż na chwilę pozwoli jej pomarzyć o popołudniowym spacerze z mężem i dziećmi. Jak przystało na myśliwcową upichci obiad z zakupionego w drobiarskim kurczaka, poprzeklina swój pół – panieński, pół – żoniny los i będzie czekała aż wielki łowca powróci ze swej myśliwskiej wyprawy. Bo taka rola żony myśliwego: czekać i złorzeczyć!

 

Katarzyna Lewańska-Tukaj

www.fotografialowiecka.pl

 


  

wspomnieniazkniei   Jeśli i wy spisaliście własne lub zasłyszane wspomnienia z kniei, którymi chcielibyście podzielić się z innymi czytelnikami, nadsyłajcie je do PŁ. Wasze wspomnienia ukażą się w serwisie PŁ i być może w późniejszym wydawnictwie książkowym. Nadsyłajcie wspomnienia i opowiadania za pośrednictwem formularza na stronie Wspomnienia z kniei
 

 

 

Daj się odnaleźć

Wspomnienia z kniei

Ankiety łowieckie

Pogotowie postrzał.

TOP