Albo ona, albo ja

 

Albo ona, albo ja   

 

   Myśliwym był mój dziadek, jego brat, ojciec i wujkowie. Podobno we wcześniejszych pokoleniach polowały też kobiety – moje prababki i ich córki. Ze zrudziałych fotografii patrzyły na mnie spod myśliwskich kapeluszy wnikliwe oczy łowców. Jedna dłoń bohatera zdjęcia zazwyczaj spoczywała na tuszy strzelonego zwierzęcia, a druga ściskała bogato grawerowaną broń. W dzieciństwie patrząc na te zdjęcia dochodziłem do wniosku, że albo drzewiej zwierz był okazalszy i myśliwiec jakiś taki bardziej rosły, albo ja byłem mały. Z czasem obrazy z przeszłości zaczynały maleć i blaknąć, zastąpiły je moje własne sukcesy łowieckie: potężny odyniec o wadzie 172 kg, muflon o rekordowych ślimach strzelony na gościnnym polowaniu w Austrii, złoto medalowy byk, którego wieniec zdobi ścianę w pokoju gościnnym. I właśnie od tego byka się zaczęło... .


   - Nie chcę w domu czaszek ani trupów! – krzyczała Anka, kiedy kilka miesięcy po ślubie wprowadziliśmy się do świeżo zakupionego i wyremontowanego mieszkania.


   Wychodziła za mąż za myśliwego, w moim rodzinnym domu trofea były wszędzie, nawet w kuchni i w przedpokoju, więc dlaczego sądziła, że rozstanę się z nimi żeniąc się? Uparłem się i pięknie spreparowana czaszka z potężnym wieńcem zawisła na zaplanowanym miejscu. Ale moje kłopoty miały dopiero się zacząć. Centralnym punktem mojego pokoju zawsze była szafa na broń: solidna, dobrze wykonana, ale mało elegancka. Wojna rozpoczęła się równolegle z zakupem mebli: bo jak to jest, że wśród pięknych, robionych na zamówienie półeczek, kredensików i regałów, będzie stał jakiś obdrapany stalowy rupieć!? Szafa na broń, obowiązkowe wyposażenie w mieszkaniu każdego myśliwego, stanęła między mną, a moją młodą żoną sztorcem. Anka się uparła, że „tego grata” w mieszkaniu nie chce, a ja nie miałem zamiaru kupować nowej szafy, bo po co, jeśli stara spełnia swoje zadanie. Pogodził nas stolarz, który za niewielkie pieniądze obudował szafę tak, że różniła się od nowych mebli tylko zawartością: w środku zamiast serwetek, pościeli, czy damskich fatałaszków, znajdowały się cztery jednostki broni i zapas amunicji. Na jakiś czas w naszym małżeńskim stadle zapanował spokój, wiliśmy nasze gniazdko, pracowaliśmy, ja od czasu do czasu znikałem w lesie, Anka organizowała jakieś „babskie wieczory” – wszystko w granicach zdrowego rozsądku. Bomba wybuchła dopiero wtedy, kiedy napomknąłem o zakupie nowego sztucera. Wysłużony dryling odsprzedałem za niewielkie pieniądze koledze, którego syn rozpoczynał właśnie karierę łowiecką, a sam zacząłem się rozglądać za czymś, co wypełniłoby lukę w szafie. I zaczęło się, Anka, podsycana przez nieomylną teściową usiłowała mi wyperswadować nie tylko zakup nowej broni, ale także zmusić mnie, do tego, żebym zakończył swoją myśliwską przygodę. O nie, moja pani, tak to nie będzie, za myśliwego wyszłaś, z myśliwym będziesz żyła i pewnego pięknego popołudnia wróciłem do domu z piękną „włoszką”. Kiedy podziwiałem swój zakup, kątem oka zobaczyłem, że moja szanowna małżonka wyjmuje z szafy walizkę i zaczyna wrzucać do niej jakieś ciuszki, kosmetyki. „Albo ona, albo ja!” – wykrzyczała przy akompaniamencie trzasku zamykanych drzwi. Kogoś mi przypominała w tym swoim zacietrzewieniu. Mamusię? Nie odpuściłem. Mijały dni, miesiące, lata, na świat przyszedł nasz pierworodny, potem córka, rosły ściany domu naszych marzeń. Dzieliłem czas między dom, pracę, dzieci i łowisko, były to lata, w których nie bolało mnie nic tak bardzo jak fakt, że doba ma tylko 24 godziny. Kolejna przeprowadzka była już do naszego nowego, prawdziwego domu. Po latach gnieżdżenia się w niewielkim mieszkanku na pierwszym piętrze, ten dom wydawał nam się pałacem. Część mebli przywędrowała z nami ze starego miejsca, część zrobiłem sam, albo z wydatną pomocą kolegi – stolarza. Podczas urządzania sypialni Anka nagle złapała się za głowę: „rany, a gdzie my szafę na broń postawimy??!!” Przypomniałem sobie nasze pierwsze mieszkanie i dziecinną awanturę o broń, która od lat wiernie mi służyła. Kochałem ją, najbardziej na świecie kochałem właśnie ją, Ankę.

 

Katarzyna Lewańska-Tukaj

www.fotografialowiecka.pl

 


 

wspomnieniazkniei   Jeśli i wy spisaliście własne lub zasłyszane wspomnienia z kniei, którymi chcielibyście podzielić się z innymi czytelnikami, nadsyłajcie je do PŁ. Wasze wspomnienia ukażą się w serwisie PŁ i być może w późniejszym wydawnictwie książkowym. Nadsyłajcie wspomnienia i opowiadania za pośrednictwem formularza na stronie Wspomnienia z kniei
 


 

Daj się odnaleźć

Wspomnienia z kniei

Ankiety łowieckie

Pogotowie postrzał.

TOP