Między świerkiem a kałużą - opowiadanie myśliwskie

 

MIĘDZY ŚWIERKIEM, A KAŁUŻĄ.

 

   - Kto ma jedynkę? - W głosie rozprowadzającego słychać było wesołe nutki – jak linia długa i szeroka, między statecznymi świerkami lśniła woda, a na wyznaczone stanowisko można było dotrzeć jedynie wpław. I pomyśleć, że jeszcze kilka dni temu słupek rtęci na termometrze wskazywał – 18 stopni C. Dziś było mocno powyżej zera, na niebie królowało słońce, a wiatr szarpał koronami drzew. Wiosna – nie wiosna, po co było to wszystko topić? Żeglarstwo piękny sport, ale niekoniecznie kiedy się je uprawia w środku lasu i z uzbrojoną załogą, bo to zakrawa na piractwo. Teoretycznie wodoodporne obuwie zasysało wodę, ktoś zaprotestował przeciwko anomaliom przyrody i powiedział kilka wątpliwych komplementów pani Chmurce, która wczoraj zapowiadała zupełnie inną pogodę. Koło nie dysponuje flotą pływającą, a dziś, jak przydałby się choćby ponton. Nic nie wskazywało, że noworoczne łowy będą bardziej przypominały regaty niż polowanie, ostatnie dni były raczej mroźne, sypał śnieg

 

   Wywołana „jedynka” posłusznie przystanęła pod przemokniętym świerkiem przyjmując na siebie solidny prysznic z potrząsanych przez wiatr gałęzi. Idziemy (brniemy?) dalej, myśliwi zajmują pozycje w miejscach wskazanych przez łowczego, który podczas tego polowania pełni honory gospodarza: trochę flisak, trochę rozprowadzający. Dźwięk sygnałówki poprzedził szczekanie psów, które zniknęły w świerkowym młodniku. Dziki lubią takie miejsca, pod gęstymi gałęziami moszczą sobie barłogi i drzemią całymi dniami. Od czasu do czasu wyjdą na pobliskie pola, żeby podjeść przemarzniętego rzepaku, albo odwiedzą dawne kartoflisko, ale zimowy czas spędzają głównie na leniuchowaniu. Niestety dziś chyba nikomu nie chciało się pracować, psy taplały się w rozmarzającej brei, naganka skakała z kępy na kępę szukając miejsc, przez które można przejść w miarę suchą nogą, a dziki spały w najlepsze nie zwracając uwagi na to, co działo się za ich chybami.

 

   „Powinniśmy zaopatrzyć się w harpuny, bo prędzej fok się tu można spodziewać niż grubego zwierza – zażartował łowczy kiedy schodzili ze stanowisk z kwaśnymi minami– hej, nie bądźcie tacy zafrasowani, linia nie zawsze prowadzi asfaltową drogą, nieraz trzeba się skąpać, żeby zapolować”. Dla potrzeb sytuacji Łowczy miał całą kolekcję filozoficznych wywodów, którymi raczył kolegów w niecodziennych sytuacjach. Kiedyś, dla potrzeb imprezy integracyjnej z miejscową ludnością, wymyślił taką historię o dzikich zwierzętach żyjących w pobliskim lesie, że dzieciaki pokładały się ze śmiechu. I o to chodziło, bo w oczach ludzi spoza środowiska, myśliwy postrzegany jest jako postrach przyrody, morderca zwierząt i nieprzystępny właściciel grzmiącego kija. Dzięki Łowczemu i kilku myśliwym zaangażowanym w opiekę nad wiejską szkołą, kwitnie współpraca z dziećmi i nauczycielami, połączona z nauką o lesie, przyrodzie i zwierzętach.

 

   Jeszcze kilka dni temu, kiedy wysoki śnieg uniemożliwiał zwierzynie dotarcie do pożywienia, wszyscy razem: myśliwi i uczniowie, na własnych barkach targali siano, kukurydzę, buraki i zebrane jesienią żołędzie. Łowczemu przypomniały się chwile spędzone z dziećmi – mały Andrzejek uparł się, że sam będzie niósł ciężką lizawkę, ledwo brnął przez zaspy, ale po drodze pytał o wszystko! O to czyje to tropy, dlaczego dziki jedzą żołędzie, po co sarnom lizawka? Może kiedyś myśliwy z niego wyrośnie?”.

 

   Łowczy rozejrzał się dookoła, nawet nie zauważył, że myśliwi po raz drugi zajęli swoje stanowiska, jemu samemu przyszło przerwać rozmyślania i stanąć na flance. Sam nie wierzył, że w taki dzień jakiś zwierz zaszczyci któreś pędzenie swoją obecnością. A nawet jeśli zawita przed jego lufę, to czy w ogóle będzie mu się chciało strzelać? Przewiesił sztucer przez ramię i włożył ręce do kieszeni. Przed oczami miał obraz upartego, małego chłopca z trudem brnącego przez śnieżne zaspy, tak jakby widział siebie sprzed lat, podążającego za dziadkiem, jakby słyszał jego głos:„pamiętaj, jak ty wspomożesz zwierzynę, tak ona ci się odwdzięczy”. I to samo powtórzył małemu chłopcu, który tak bardzo chciał pomóc zwierzętom.

 

 

Katarzyna Lewańska-Tukaj

www.fotografialowiecka.pl

 


  

wspomnieniazkniei   Jeśli i wy spisaliście własne lub zasłyszane wspomnienia z kniei, którymi chcielibyście podzielić się z innymi czytelnikami, nadsyłajcie je do PŁ. Wasze wspomnienia ukażą się w serwisie PŁ i być może w późniejszym wydawnictwie książkowym. Nadsyłajcie wspomnienia i opowiadania za pośrednictwem formularza na stronie Wspomnienia z kniei
  

 

 

Daj się odnaleźć

Wspomnienia z kniei

Ankiety łowieckie

Pogotowie postrzał.

TOP