Historia pewnego koźlaka

Poradnik Łowiecki 1/2012 

Prawdziwa, choć niewiarygodna historia pewnego koźlaka.

 

   Zdarzenie miało miejsce na początku stycznia 2011 roku podczas spaceru z psem – owczarkiem francuskim - po zaśnieżonych polach. Panował kilkustopniowy mróz. Przecinający pola strumyk o szerokości około 2 metrów i głębokości kilkudziesięciu centymetrów, nie zamarzł jeszcze w pełni. Kilakrotnie wcześniej owczarek w specyficzny sposób reagował na różne zagrożenia, ale nie dotyczyło to nigdy zagrożenia z udziałem dzikiej zwierzyny. W pewnej chwili w dość charakterystyczny sposób dał znać, aby skierować się w stronę oddalonego o około 100 metrów stumyka, wzdłuż którego rosną wierzby i topole, ale w okresie zimy, kiedy pozostają bez liści, nie ograniczają w istotny spsosób widoczności na rozległe pola. Ponieważ nie zauważyłem niczego szczególnego chciałem kontynuować spacer, ale pies stanowaczo nie chciał iść dalej i dawał mi znać, aby udać się w kierunku strmyka. Co miałem robić, w końcu to tylko spacer, więc nie ma znaczenia, w którą stronę pójdziemy. Skierowalem się więc tam i po dojściu do miejsca, gdzie ciągnłą mnie pies, zauważyłem zanurzonego do połowy w lodowatej wodzie koźlaka. Przednimi cewkami próbował wydostać się na oblodzony brzeg, ale nie potrafił tego dokonać. Zmarzł już na tyle, że właściwie nie ruszał się a jedynie trzymał, aby nie zatonąć. Uwiązałem psa do drzewa i szybko wyciągnąłem koźlaka na brzeg. Obtarłem ściekającą z niego lodowatą wodę. Koźlę stało bez ruchu, nie próbując ani się bronić, ani uciekać. Na ile to było możliwe wytarłem rękawiczkami koźlaka z ociekającej wody i chciałem kontynuować spacer, pozostawiając koźlaka, aby ochłonął i uciekł. Odszedłem z psem kilkanaście metrów dalej, ale koźlak nie mając już sił, nie uciekał a wręcz położył się na śniegu. Widać było, że jest bardzo osłabiony i pozostawanie na mrozie bez ruchu skończy się dla niego tragicznie. Pies stał się niespokojny i ciągnął mnie z powrotem w jego stronę. Ponieważ pies nie wykazywał żadnych oznak agresji, czy chęci atakowania wróciłem z nim do koźlaka. Pies od razu zaczłą lizać i potrącać łbem leżące, zmarznięte zwierzę. Ciekaw byłem jego dalszej reakcji. Postanowiłem więc chwilę poczekać i zobaczyć rozwój wypadków. Nie miałem aparatu, więc zdjęcia zrobiłem telefonem komórkowym, dlatego ich jakość jest słaba, ale oddają to co się dalej działo. Pies nie pozwalał koźlakowi leżeć w miejscu. Cały czas ocierał się o niego, poszturchiwał i lizał. Koźlak wstawał, ale po 2-3 krokach znowu się kładł. Pies nie dawał za wygraną. Widać było, że próbuje zmusić koźlaka do wstania i ruszania się. Koźlę chyba czuło, jakie są intencje psa, bo również ocierało się łebkiem o niego. W pewnej chwili wyglądało to jak zabawa dwóch najlepszych przyjaciół. Całe zajście trwało może 5 minut, aż pies zmusił koźlaka do wstania i przebiegnięcia najpierw kilku kroków, potem parunastu metrów, aż w końcu zmuszony do ruchu koźlak uciekł przez pole do oddalonego o kilkaset metrów lasu, a my z psem spoglądaliśmy za nim.

     Historia niewiarygodna i gdyby nie zdjęcia, pewnie sam dzisiaj zastanawiałbym się, czy to się wydarzyło naprawdę.

 

Koźlę chwilę po wyciągnięciu ze strumyka           
1

  

Pierwsze poszturchiwania koźlęcia przez psa

2

  

Koźlak powstaje ale chwieje się osłabiony i zmarznięty 

3

  

Próbuje zrobić kilka kroków, ale widać jaką to sprawia mu trudność

4

   

W końcu znowu kładzie sięna śniegu, przy nim pies i tak przez chwilę obcierają się łbami

5

  

Wyglądło to tak, jakby pies chciał oddać swoje ciepło zmarzniętemu koźlakowi

6

  

Po kilku chwilach pies wstaje i próbuje nakłonić do tego koźlaka.

7

   

W końcu to się udaje ...

8

   

Osłabiony koźlak jednak nie ma dość sił, aby się ruszać.

9

    

Sytuacja nie była dla pechowego "pływaka" ciekawa. Osłabiony koźlak kładł się na śniegu ...

10

   

... pies jednka nie dawał za wygraną.

11

    

W końcu koźlak wstaje i widać już, że wracają mu siły. Po chwili ucieka do lasu.

12

 

 

Daj się odnaleźć

Wspomnienia z kniei

Ankiety łowieckie

Pogotowie postrzał.

TOP