Był sobie myśliwy

BylMysliwy   Przedstawiona historia nie wydarzyła się, chociaż prawdopodobieństwo tych wydarzeń jest wysokie a być może faktycznie pokrywają się one z rzeczywistością.

   Był sobie myśliwy, który polował już kilkanaście lat. Był selekcjonerem, sędzią i instruktorem strzelectwa a co najważniejsze, był pasjonatem i to co robił starał się robić dobrze, zgodnie z prawem, przepisami wewnętrznymi PZŁ i zasadami etyki. Jego pasja nie ograniczała się do tego co ogólnie nazywamy gospodarką łowiecką.

   Myśliwy działał na rzecz koła i promocji łowiectwa ponad to co nazywamy przeciętną. Rzec by można, że nawet wyróżniał się wśród innych skoro otrzymywał wyróżnienia i nagrody. Taki stan rzeczy trwał długo i wszystko wydawało się współgrać. W końcu funkcjonujemy w "najlepszym na świecie" systemie łowieckim opartym działalności kół łowieckich. Być może i system jest najlepszy, ale nie przewiduje on działania tzw. czynnika ludzkiego. A właśnie czynnik ludzki odgrywa ogromną rolę w tym systemie. Ale po kolei ...

   Zdarza się się w życiu, i tu podobnie się zdarzyło, że czynnik ludzki nie toleruje sukcesów innych osób. Nie toleruje też publicznego podważania wiedzy, doświadczenia i rzetelności władzy. Ot zwykły odruch "ty mnie nie będziesz pouczał" , "co ty wiesz o tym co robię" , "lepiej się nie wtrącaj". Takie wygórowane ambicje, poczucie nadzwyczajnej własnej wartości i nieograniczonej władze powodują czasami brak bezstronności i chęć odwetu.

   Pewnego dnia stało się. Myśliwy decyzją zarządu koła zostaje usunięty z listy członków koła. Tak wszak się zdarza. Prezes czy łowczy mają zastrzeżenia do myśliwego, przedstawiają swoje racje na posiedzeniu zarządu i decyzja zapada szybko. Wywalamy go z koła. Nie zawsze potrzebna jest do takiej decyzji rzetelna podstawa, wszak zarząd ma ogromy atut jakim jest "brak koleżeńskości" delikwenta. Myśliwy chociaż mocno zaskoczony i zdenerwowany nie przeczuwa totalnej porażki, ponieważ zna statut, prawo łowieckie i wie, że ma prawo do odwołania. Nie przewiduje jednak najgorszego, czyli dalszego wpływu czynnika ludzkiego na wydarzenia oraz nieścisłości przepisów organizacyjnych.

   Myśliwy składa odwołanie od decyzji zarządu do walnego zgromadzenia. Wydaje się to tylko kwestią czasu, kiedy wszystko wróci do stanu pierwotnego, ale koło zamachowe władzy nabiera rozpędu. Przed głosowaniem walnego zgromadzenia zostaje pozbawiony prawa do polowania, zarówno indywidualnego jak i zbiorowego. Trudno, czasami trzeba wytrzymać przejściowe kłopoty, aby oczyścić atmosferę. Tak dedukował myśliwy pewny swych racji ale nie przewidział, że władza jak chce, to może dużo. Podczas walnego zgromadzenia potraktowany został z ogromnym chłodem a po negatywnym dla niego wyniku głosowania, wyrzucony z dalszej części obrad walnego.

   Władza jak chce to może i tak właśnie się stało i tym razem. Myśliwy chociaż mocno zawiedziony wykrzesał w sobie resztki nadziei. Przecież istnieje jeszcze ZO, który w ramach nadzoru może interweniować. Jak pomyślał, tak zrobił. Wysłał pismo, poparł swoje stanowisko odpowiednimi argumentami i czekał. Czekał, czekał i czekał ...

   Czas upływał, koledzy polowali a on cierpliwie czekał, bo wierzył w swoją rację. Jak wiadomo, w kole może być różnie, głosowania odbywają się czasami pod presją, czasami nie wypada głosować inaczej niż chce tego prezes. Ale ZO to przecież organ niezależny i obiektywny! W końcu jest decyzja. ZO odrzuca zażalenie. Myśliwy jest bardzo rozżalony. Nikt nie pochylił się nad jego argumentacją, nie uznano jego racji. Zdarza się i tak, trzeba przyjąć taki stan rzeczy mimo wewnętrznego żalu i poczucia bezsilności.

   Myśliwy został wyrzucony z koła, nie znalazł zrozumienia jego argumentacji w instancjach odwoławczych, ale to nie koniec. Prawo łowieckie przewiduje jeszcze możliwość odwołania się od decyzji zarządu do sądu powszechnego. Nie pozostaje nic innego jak skorzystać z tej możliwości i tak właśnie zamierza postąpić pechowy myśliwy. Składa pozew do sądu i ... znowu czeka, czeka, czeka.

   Mijają miesiące, myśliwy zajęty codziennymi sprawami nie myśli już o problemach z członkostwem w kole, czekając na termin rozprawy, kiedy niespodziewanie otrzymuje pismo z ZO wskazujące, że jako członek PZŁ bez przynależności do koła łowieckiego musi złożyć w ZO deklarację o wpisanie go na listę członków niestowarzyszonych. Ma na to ... 14 dni, gdyż po tym terminie minie 6-cio miesięczny termin i jeśli nie uzyska statusu członka niestowarzyszonego, może utracić członkostwo w PZŁ.

   Nogi ugięły się pod pechowym myśliwym ale pod presją czasu i zdecydowanego stanowiska ZO składa deklarację i zostaje członkiem niestowarzyszonym PZŁ.

   Wprawdzie ustawa Prawo łowieckie daje możliwość odwołania się w sprawie utraty członkostwa do sądu powszechnego, jednak przepisy wewnętrzne PZŁ nakazują wystąpienie o wpisanie myśliwego na listę członków niestowarzyszonych w terminie 6 miesięcy o chwili utraty członkostwa w kole.
Statut PZŁ
§ 20. 3. Członek Zrzeszenia, o którym mowa w § 19, traci członkostwo w Zrzeszeniu, jeżeli w ciągu 6 miesięcy od dnia uprawomocnienia się uchwały o skreśleniu z koła łowieckiego macierzystego, nie zostanie przyjęty do innego koła łowieckiego macierzystego lub nie uzyska statusu członka niestowarzyszonego.

   Tak więc z jednej strony myśliwy ma prawo odwołania się od decyzji zarządu koła do sądu powszechnego, z drugiej strony musi w określonym terminie uznać decyzję, z którą się nie zgadza. Stawia go to w bardzo trudnej sytuacji. Skoro prawo łowieckie daje możliwość skorzystania z drogi prawnej ...

Prawo łowieckie
Art 33. 6. W sprawach utraty członkostwa w kole łowieckim, nabycia lub utraty członkostwa w Polskim Związku Łowieckim po wyczerpaniu postępowania wewnątrzorganizacyjnego albo od orzeczeń i postanowień kończących postępowanie dyscyplinarne stronom postępowania przysługuje, w terminie 14 dni od otrzymania rozstrzygnięcia kończącego postępowanie, odwołanie do sądu okręgowego, z zastrzeżeniem art. 42da ust. 3. Od orzeczenia sądu okręgowego kasacja nie przysługuje.


… oczekiwanie na wyrok sądu powinno wstrzymać uznanie decyzji zarządu koła i nie uznawanie jej do czasu rozstrzygnięcia przez sąd za ostateczną i prawomocną. Tak jednak nie jest z powodu niespójności przepisów wewnętrznych PZŁ z ustawą. W pewnym sensie należy też zrozumieć stanowisko ZO PZŁ wzywające myśliwego do podjęcia określonej decyzji o członkostwie. Statut jest jasny, więc ZO musi podejmować takie działania wzywające myśliwego do uregulowania swojego statusu członkowskiego.

   Występuje tu jednak pewna pułapka prawna, którą z pewnością będzie trudno rozwikłać w przyszłości, po ewentualnym pozytywnym dla myśliwego rozstrzygnięciu przez sąd. Czy myśliwy stanie się ponownie członkiem koła a status członka niestowarzyszonego zostanie uchylony automatycznie? To jest być może kwestia późniejsza, do zastanowienia się po ewentualnym pozytywnym dla zainteresowanego wyroku sądu.

   Dużą gorsza jest obecna sytuacja, w której pechowy myśliwy wystąpił (bo musiał) o nadanie mu statusu członka niestowarzyszonego. Jest to sytuacja, w której niejako uznaje on fakt, że został prawomocnie usunięty z koła, gdyż tylko myśliwy nie będący członkiem koła może otrzymać status członka niestowarzyszonego.

   Z jednej strony myśliwy walczy o uchylenie decyzji zarządu koła i uznanie, że nigdy nie przestał być członkiem swojego koła macierzystego, z drugiej strony składając wniosek o wpisanie na listę członków niestowarzyszonych poświadcza, że nie jest członkiem koła.
Jest to delikatnie rzecz ujmując bardzo niekomfortowa sytuacja dla myśliwego, bowiem na rozprawie sądowej nieprzychylny mu zarząd koła może wysunąć argument, że myśliwy uznał decyzję zarządu za prawomocną, więc rozstrzygnięcie sądowe jest niepotrzebne i sąd powinien sprawę oddalić.

   Bez względu na to, która ze stron ma rację i jak zakończy się ta sprawa, widać że nasz „najlepszy na świecie” model łowiectwa ma bardzo dużo wad i wymaga pilnej interwencji nowych władz. Fakt, że ostatnie lata nie sprzyjały szybkiej nowelizacji przepisów prawnych i ciągle jeszcze czekamy na stabilizację prawną, jednak w sytuacji jakiej obecnie się znajdujemy, nie może być tak, że myśliwy pod presją wykluczenia z PZŁ podejmuje kroki i decyzje, z którymi się nie zgadza i które być może zaszkodzą mu w drodze dochodzenia do swoich praw przed sądem powszechnym.


   Różne prawne "niespodzianki" czekają nie tylko pojedynczych myśliwych ale także koła łowieckie. "Najlepszy na świecie" system łowiecki okazał się pułapką, swego rodzaju bombą z opóźnionym zapłonem. W czym rzecz? Otóż koła łowieckie mają bardzo długą historię, często kilkudziesięcioletnią. Zaczynając swoją działalność w gospodarce łowieckiej funkcjonowały w dużo bardziej stabilnym kraju pod względem ewentualnych zmian prawa łowieckiego. Nikomu nawet nie przychodziło do głowy, że mogą nadejść czasy niepewne. Członkowie kół z ogromnym zapałem pracowali na rzecz gospodarki gospodarki łowieckiej wypracowując latami własną pracą społeczną lub wkładem finansowym majątki w postaci urządzeń łowieckich, poletek, maszyn rolniczych czy domków myśliwskich. Wszystko to służyło i nadal służy prowadzonej gospodarce łowieckiej. Każdy z nas przyczynił się do takiej sytuacji wierząc, że paśniki, ambony, poletka, maszyny, urządzenia czy też gotówka w kasie koła są niezbędne do normalnej codziennej pracy w obwodach. Nikt też nie przypuszczał nawet, że to może się zmienić. Tymczasem zmiany jakie szybko następowały i nadal następują wprowadziły dużą niepewność wśród myśliwych. Okazuje się, że z dnia na dzień koła mogą stracić swoje majątki. Stać tak się może w przypadku likwidacji koła. Statut PZŁ przewiduje, że w przypadku likwidacji majątek koła zostaje przekazany na cele społeczne związane z łowiectwem.
§ 97

1. W przypadku likwidacji koła jego majątek przeznacza się na zaspokojenie zobowiązań koła. Majątek pozostały po zaspokojeniu zobowiązań koła przechodzi na cele społeczne związane z łowiectwem, oznaczone w uchwale walnego zgromadzenia.

   Zapis ten wzbudził duży niepokój wśród myśliwych. Niepewność sytuacji prawnej, zapowiadane liczne zmiany w prawie łowieckim, różne wypowiedzi polityków i przeciwników łowiectwa spowodowały obawy o przyszłość polskiego modelu łowiectwa oraz o gromadzony latami majątek. Nie sposób wymienić tu licznych hipotetycznych sytuacji, które mogą doprowadzić do likwidacji kół łowieckich a wówczas cały majątek kół łowieckich nie może wrócić do tych, którzy w dobrej wierze wypracowywali go latami. Ta niepewność spowodowała, że niektóre koła zaczęły szukać przeróżnych "wyjść awaryjnych". Czy tak powinna wyglądać sytuacja w kołach? Z pewnością nie i dlatego wszystkim myśliwym i zarządom kół należy życzyć jak najszybszej stabilizacji przepisów prawnych i zmian, które pozwolą skupić się jedynie na tym, co jest naszą pasją a nie na tym jak przebrnąć w gąszczu nieprzyjaznych przepisów. Gospodarka łowiecka to bardzo specyficzna dziedzina gdzie pasjonaci wykonują zadania powierzone przez Państwo na państwowym majątku (zwierzyna w stanie wolnym jest własnością Skarbu Państwa) nie licząc ponoszonych kosztów, nie szczędząc własnej pracy. Oby nadchodzący nowy rok przyniósł nam więcej normalności ...


Piotr Gawin



 

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież

Daj się odnaleźć

Wspomnienia z kniei

Ankiety łowieckie

Pogotowie postrzał.

TOP