Aplikacje

Mapy obwodów

Sklep Poradnika

Szukaj

Prawie jak hrabia ... cz.III

PrawieJakHrabia400   Hrabia Maurycy, to Twój przydomek używany w gronie kolegów myśliwych. Skąd wzięło się właśnie takie określenie?

   Chciałbym, aby odpowiedź była tak krótka jak pytanie … Ale postaram się odpowiedzieć w kilku słowach. W kole mówią na mnie Kaszub … choć Kaszubem nie jestem. Moje koło macierzyste to Knieja – Kwidzyn i jakoś tak się kolegom kojarzy, że skoro przyjeżdżam z Gdańska, to muszę być Kaszubem. A hrabia Maurycy… wzięło się stąd, że kiedy kupowałem ciuchy, na moje pierwsze polowanie, to nie wiedzieć czemu kierowałem się wizerunkiem myśliwego, polującego na koniu, więc białe bryczesy, czerwona kurtka i toczek. W oczach stanął mi obraz J. Kossaka – „Roman Potocki na polowaniu par force w Antoninach”. Rzeczywistość bardzo mocno zweryfikowała moje „widzenie” łowiectwa związanych z tym ubrań, gadżetów itd.

 

W tym miesiącu oczekujemy ukazania się kolejnej, już trzeciej części Twoich opowiadań łowieckich. Nie każdy chce się dzielić tym co przeżywa na łowach. Dlaczego więc zdecydowałeś się na publikację wspomnień?

   Jako sympatyk, nawet jeszcze nie stażysta, byłem świadkiem rozmowy myśliwych o pewnym ich koledze, który z jakiś dziwnych powodów, musiał opuścić szeregi myśliwych. Po odejściu z PZŁ wpadł na pomysł jak „dorobić” i postanowił napisać i wydać książkę, której tytułu nie przytoczę. Ów ex-myśliwy, bardzo brzydko wyrażał się o łowiectwie i myśliwych. Trafił na bardzo podatny grunt, bo dotarł do wegan, wegetarian, niby ekologów. Mamy w tej chwili w Polsce modę na wegetarianizm, na walkę z zabijaniem zwierząt i tym podobne sprawy. Ale jest to moda – tylko i wyłącznie moda. Lwia część tych ludzi nie wie o czym mówi i z czym chce walczyć.

   Człowiek od zawsze jadł mięso – bo taki ma układ trawienny. Budowa uzębienia, układ twarzy, przełyk, flora bakteryjna – wszystko to wskazuje na to, że jesteśmy – nazwę to po imieniu; drapieżnikami. Czy można oduczyć lwa czy psa jedzenia mięsa ? No raczej nie … Dlatego też w mojej głowie zrodził się pomysł na książkę opisującą łowiectwo w prawdziwy sposób. Wszystkie opowiadania oparte są na faktach, na prawdziwych wydarzeniach, występują w nich prawdziwe osoby. To miała być kontra dla tamtego paszkwilu.

  Ja nie jestem prawdziwym pisarzem… opisuję tylko to co przeżywam, każde słowo płynie z serca. Może nie wszystkim się podobać forma budowania zdań, stylistyka czy słownictwo. Ale nie nazywam się Mickiewicz czy Słowacki. Do tego fajnie jest zostawić coś po sobie. Dom, auto i inne dobra materialne są „płynne” . Dziś są, a jutro ich nie ma. A słowo pisane i wydane zostanie na lata.

   Być może, kiedyś moje wypociny staną się lekturą dla sympatyków łowiectwa, być może ktoś z PZŁ, wpadnie na pomysł i moja książka będzie proponowana jako lektura dla nowo wstępujących w nasze szeregi. Zobaczymy co czas pokaże….. W tej chwili jest wydana już III część moich opowiadań, a ja już jestem w trakcie pisania części IV i V.


Właśnie mamy przełom jesieni i zimy, większość z nas spędza wolne chwile w kniei a
Ty znajdujesz czas, aby spisać swoje wspomnienia. Poza tym, co wymieniłeś wcześniej każda książka to swego rodzaju dokument. Szybko postępuje urbanizacja, powstają nowe drogi i miejscowości. Coraz mniej jest miejsc gdzie można odpocząć w ciszy i pozostać sam na sam z przyrodą. Twoje koło to Knieja Kwidzyn, ale czy poza obwodami tego koła polowałeś w innych miejscach? Poznałeś innych kolegów myśliwych i ich obwody?


   W tym roku przyznam, polowałem zdecydowanie mniej. Oddałem „łowiectwu” kawał życia, zaniedbując pracę zawodową i obowiązki domowe … Trzeba było troszkę nadrobić zaległości i finansowe i rodzinne. Do tego doszła bardzo intensywna praca z psem. Wiosną 2016 roku, postanowiłem wykorzystać wspaniały rodowód mojego posokowca. Jeździliśmy na wystawy, na warsztaty i konkursy pracy. Niby nic wielkiego ale … w ciągu jednego roku Trop uzyskał championat Węgier, championat Polski, certyfikat reproduktora i dwa dyplomy pracy. Do tego z wystaw doszło kilkanaście złotych i kilka srebrnych medali. Niby nic wielkiego a jednak zajęte miałem praktycznie wszystkie weekendy. Podczas wystaw poznałem masę wspaniałych ludzi oddanych pasji i „psiejskiej” i łowieckiej. Byłem, przy okazji „psiego nosa”, zapraszany na polowania w różnych kołach, na terenie praktycznie całej polski. Poznałem wiele obwodów i tu z łezką w oku muszę przyznać, że na swoich macierzystych obwodach, mam jakby skomasowane wszystkie te tereny w jednym kawałku. Oba obwody graniczą ze sobą. Zaczynają się w rejonie Kwidzyna a kończą na granicy województw pomorskiego i kujawsko-pomorskiego. Mamy „ciężkie”, stare lasy, mamy młodniki, bagna, pola i tereny górzyste. Kompleks leśny, można powiedzieć zaczyna się w okolicach Sztumu a ciągnie się gdzieś w okolice Ostródy. Czyli jest to kawał pięknej i obfitej w zwierzynę przyrody.


Jakie polowania i na jaką zwierzynę są dla Ciebie najbardziej emocjonujące? Co nieco w internecie można wyczytać, że od kilku lat angażujesz się w polowania na drapieżniki. To niezwykłe w tych czasach, kiedy futra przez błędną propagandę pseudoekologów straciły na wartości. Teraz promuje się futra sztuczne, które jak wiadomo rozkładają się na wysypiskach dziesiątki lat (plastik). Ty jednak widzisz piękno w zimowych łowach na drapieżniki. Co cię tak wciąga w ten rodzaj polowań?

   Z moich ścisłych „zacięć” łowieckich, chyba muszę szczególnie wskazać polowanie na drapieżniki. Wspólnie z kolegą z lat pacholęcych, mentorem i przyjacielem, Piotrem Korczakiem, wpadliśmy na pomysł utworzenia formacji polującej na wab, na wzór klubu wabiarza z południa Polski. Mamy swój wewnętrzny, klubowy regulamin zasad polowania na wab. „Zabawa” polega na tym, że działamy z wabikami i bronią śrutową.

   Skuteczny strzał z takiej broni to zaledwie 40 m. I tu zaczynają się schody. Niestety trzeba posiadać minimum informacji na temat zachowania drapieżników. Należy umiejętnie wykorzystywać uformowanie terenu, kierunek wiatru, stosować odpowiedni do sytuacji kamuflaż i co najważniejsze wykorzystywać w odpowiedni sposób wabiki, których mamy całą gamę, po to by przywabić zwierza na odległość skutecznego strzału.

   Wielu myśliwych, słysząc że polujemy na drapieżniki tylko z bronią śrutową z miejsca rezygnuje. Bo to trudne, bo to trzeba umieć … Bzdura !!! Może tu wykorzystam słowa poety „Polowanie bez psa, jest tylko polowaniem a polowanie z psem to są prawdziwe łowy”. Może i tekst nie mówi o wabieniu, ale jest mocno wskazujący na oprawę i klasę polowania. Posadzić dupsko na ambonie i czekać – może coś wyjdzie - jest po prostu nudne i do kitu. Prawdziwe polowanie i klasa myśliwego zaczyna się wtedy, kiedy potrafimy znaleźć zwierza w polu czy w lesie. Podejść, przywabić i pozyskać. Kiedyś czytałem na jednym z portali społecznościowych przechwałki myśliwego. Nawet wkleił fotkę z polowania. Na fotce leżały trzy lisy a pod fotką był dumny podpis. Dziś, o poranku pozyskałem trzy lisy z podchodu. Strzały oddane na 150 – 200 metrów.

   Co to za podchód 150 -200 ???? To jest jakaś żenada. I smutne jest, że nikt nie poprawił dumnego łowcy. Dla porównania opowiem przypadek z mojego polowania. Na mistrzostwach w wabieniu miałem taką przygodę …

Polowałem przy pełni, po białej stopie. Gdzieś daleko w polu, zamajaczyła mi postać myszkującego lisa. Obszedłem drania odpowiednio do kierunku wiatru i zacząłem wabić. Na początek wydałem dźwięk - kniazienie zająca. Kiedy rudy wyraźnie zwrócił uwagę na moje wabienie … zaczął udawać brak zainteresowania i zniknął mi z pola widzenia. Znając taktykę przechery wiedziałem, że to jest teatrzyk i ustawiłem się z bronią skierowaną w kierunku, skąd spodziewałem się podejścia lisa. Takie oczekiwanie to czasami kilkanaście sekund a czasami kilkanaście minut i dłużej. Aby poprawić efekt kniazienia dodałem dźwięk pisk myszy. Byłem tak zaabsorbowany lisem, że nie zwracałem uwagi na to, co się dzieje dookoła mnie. Odwracając lekko wzrok w lewo zauważyłem, że na drodze, na której stałem … siedzi kuna i z zainteresowaniem gapi się na mnie … Była oddalona jakieś 15 metrów, czyli skuteczny strzał … Odpuściłem kunie, zapatrzony dalej w kierunku skąd miał przysznurować lis. Lekko popiskiwałem udając mysz grasującą w liściach. Wtem dojrzałem lisa, ale który w dalszym ciągu był poza zasięgiem strzału. Pisnąłem dla pewności ze dwa razy i zamarłem w bezruchu przyklejony do drzewa. W tej samej chwili coś podskoczyło z ziemi, odbiło się od drzewa i zawinęło mi się na sterczącej poziomo lufie broni. Zrobiło cudnego fikołka na lufie, po czym przebiegło po broni, wskoczyło na ramię i odbijając się od ramienia wskoczyło na drzewo i zniknęło gdzieś w rozwidleniu konarów. Jak się okazało, moim wabieniem nie przywabiłem jednego lisa, a dwie kuny i lisa. Ta stojąca na drodze, chyba znudzona faktem, że mam ją w nosie… poszła sobie. Druga bardziej odważna przebiegła się po mojej broni i poszła sobie do swojego domu. A lis widzący jakiś cyrk pod drzewem … uciekł.

   W takich chwilach, czas mija okrutnie szybko, umysł i jego obciążenia się wyłączają a zaczynają działać zmysły łowcy. To jest ta chwila kiedy odpoczywam. Kłopoty dnia codziennego odchodzą gdzieś w dal. Nie ważne, że z trzech zwierzaków nie pozyskałem żadnego. Ważne było to, że przechytrzyłem całą trójkę i przyciągnąłem je do siebie.

Moje zdanie na temat pseudoekologów jest dość zwarte. Aby się wypowiadać w jakimś temacie, trzeba posiadać minimum wiedzy z danego zakresu. Opowiadanie bzdur typu; „nie jem mięsa, bo miało piękne oczy, albo imię” wskazuje ewidentnie na gadanie zmanipulowane. Na własne oczy widziałem protestujących ludzi pod Targami w Poznaniu. Podczas zeszłorocznych targów „Knieje” aktywiści bronili zwierząt i nazywali myśliwych mordercami. Tylko że … owi aktywiści wyglądali na dobrze odżywionych, jakby „zielenina” była im obca, obuci w buty ze skóry. Kiedyś, bardzo mocno była broniona Dolina Rospudy … Ci najbardziej aktywni, włazili na drzewa, kuli się łańcuchami … Osobiście znam chłopaka, który udzielał się jak „ekolog”. Z jego opowieści wynikało wyraźnie, że nie chodziło o dolinę … Za jeden dzień wiszenia na drzewie miał wypłacane około 400 zł netto. Pod drzewem siedziały … ładne, młodziutkie aktywistki, które w imię idei były w stanie zrobić wszystko dla dzielnych chłopców wiszących na drzewach … A koniec był taki, że ów gość, po ukończeniu szkoły, zatrudnił się w wytwórni mas bitumicznych jako handlowiec za solidną kasę.

   Człowiek od zarania dziejów wykorzystywał zwierzynę do swoich celów i tak było, jest i będzie. Nie obejdziemy się bez mięsa, skór i kości. Żaden plastyk, elastyk czy inna forma nie jest w stanie zastąpić naturalnych elementów w naszym życiu. Nieraz słyszałem, że kobiety boją się nosić futra, bo grozi im oblanie farbą. A jak wiemy naturalne futro jest drogie. Sam czytałem w prasie o przypadkach oblania farbą … Ale ani razu nie słyszałem, aby taki pseudoekolog oblał farbą łysego faceta w czarnej skórze z napisem Harley Davidson … Ciekawe dlaczego ??


Dziękuję za ciekawe wypowiedzi. Już samo wspomnienie o lisie i dwóch kunach powinno zachęcić do zapoznania się z innymi
Twoimi przeżyciami. Zapraszam więc wszystkich zainteresowanych do nabycia kolejnej, już trzeciej książki o wspomnieniach z łowów.


Piotr Gawin

PrawieJakHrabia400 Prawie jak hrabia Maurycy ... 
cz. 3 "Pierwsze łowy"

autor: Krzysztof Kossowski
Format A5
Stron 136

Spis treści:
1. SŁOWO WSTĘPNE 
2. POLOWANIE NA ŻUŁAWACH 
3. WYPAD NA KACZKI 
4. DZIKI W KUKURYDZY
5. TWARDY MALUCH 
6. PORANNA MGŁA 
7. DALEKI STRZAŁ 
8. ŁANIA I TELEFONY 
9. NAGANKA U SĄSIADÓW 
10. LISIE AMORY
11. NĘCIMY LISA 
12. PRZEPROWADZKA 
13. ŁAPCZYWOŚĆ NIE POPŁACA 
14. BANKIET
 


Zainteresowanych zakupem ksiązki zapraszamy na stronę www.sklep.poradniklowiecki.pl

 

 

Daj się odnaleźć

Wspomnienia z kniei

Ankiety łowieckie

Pogotowie postrzał.

TOP